Praca dla opiekunek w Niemczech

+48 12 341 15 15
Zadzwoń już teraz!

Praca dla opiekunek w Niemczech

Co jest największym tematem tabu w Niemczech? Czy jest coś takiego, o czym Niemcy niechętnie rozmawiają? Czy możesz mi szczerze odpowiedzieć Wolfgang? – zapytałam kiedyś syna mojej podopiecznej.

- Czy jest jeszcze tutaj jakieś tabu? Przecież już wszystko powiedziano, ujawniono, odtajniono, wszelkie afery korupcyjne, tajemnice, o molestowaniach, szwindlach itd. Cały ten seks, prywatne życie toczące się w mediach społecznościowych ujawniane bez żenady. Byleby dostać ochłap popularności przez moment, zwrócić na siebie uwagę. Wszystko jest teraz na chwilę i jednorazowe!

- Wolfgang! Powiedz mi, o czym Niemcy nie rozmawiają?

Wolfgang popatrzył mi w oczy.

- Holocaust!

Niemcy nie rozmawiają o holocauście. Mają głębokie poczucie winy. Wyjaśnił mi Wolfgang.

Czy to jest jeszcze temat tabu Haneczko?

Zanim do Haneczki zadzwoniłam, długo się zastanawiałam, czy mogę jej zadać takie pytanie. Z Haneczką znamy się przeszło 20 lat, ale jest to znajomość specyficzna. Spotykamy się bardzo rzadko, raczej do siebie piszemy - też rzadko. Jednak piszemy – tradycyjne listy na papierze. Haneczka jest lekarką z pasją, ale nigdy nie opowiada ani o swoim życiu prywatnym, ani zawodowym. Jest introwertyczką. Chciałam dowiedzieć się od Haneczki, czy coś się zmieniło w społecznej świadomości, jeżeli idzie o śmierć osób najbliższych, czy potrafimy o śmierci rozmawiać. Hania jest specjalistką od medycyny paliatywnej.

- Nic się nie zmieniło! Gadamy półgębkiem, tchórzliwie, a najczęściej udajemy, że śmierć nie istnieje! - Odpowiedziała zdecydowanie Haneczka.

Właśnie!

W Niemczech zauważyłam trochę inne podejście. Wydaje mi się, że bardziej dojrzałe. Byłam w szoku, kiedy podczas mojej jednej szteli podopieczna postanowiła umrzeć. To nie miało nic wspólnego z eutanazją.

Marie nie chciała już tak dalej żyć jak żyła. Po kilkuletniej walce z rakiem jej ciało było okaleczone przez ingerencje chirurgiczne. Podłączono ją do różnych rurek. Medycyna zrobiła wszystko, co można było zrobić w jej sytuacji, nie dając jednak szans na normalne życie.

Pielęgniarka z hospicjum wyjaśniała rzeczowo, dokładnie i bardzo spokojnie, co się będzie w jej organizmie działo, kiedy już zostanie odcięte sztuczne odżywianie, na które Marie nie chciała podpisać dalszej zgody. Takie miała prawo. Marie nie miała demencji. Była osobą w pełni sprawną umysłowo.

- Będzie pani coraz słabsza, bardziej senna i w końcu pani zaśnie, bez bólu. – mówiła spokojnie pielęgniarka.

Podopieczna chciała się jeszcze pożegnać ze wszystkimi. Rodzina – liczna i bardzo zżyta, kochająca Marie, spotkała się na niedzielnym obiedzie. Cały dom tętnił życiem – dorosłe dzieci, dorosłe wnuki i małe prawnuki. Żadnego smutku, choć wszyscy doskonale wiedzieli, po co się tutaj spotkali. Potem Marie chciała już pozostać sama, w swoim pokoju. Wtedy zaczęło się to, czego pragnęła – odejście. Takie jak w scenerii filmowej – wszyscy zgromadzeni, najstarsza córka trzyma ją za rękę i mówi, żeby się nie bała, że jest tak, jak marzyła – jeszcze raz zobaczyć wszystkich zebranych i odejść. Kochałaś nas wszystkich, my ciebie też.

Towarzyszyłam im też. Nie ukrywałam wzruszenia, zdziwienia, podziwu dla godności Marie, szacunku, jaki mieli do siebie nawzajem.

Podziwiałam dojrzałość, z jaką przyjmowali rzecz najbardziej oczywistą i pewną w naszym życiu – odejście na zawsze.

Henryka Janik
O mnie
Henryka Janik
Czyli jestem jedną z was - opiekunką, która zaczęła jeździć do Niemiec przeszło 7 lat temu. Miałam 27-podopiecznych. Tak jak wy - wyjechałam do pracy za Odrę, bo... kredyty, pętla finansowa, utrata pracy, operacja męża, a tu nie ma pieniędzy, trzeba skończyć rozpoczętą budowę domu, dzieci chcą studiować a ty chcesz, żeby w życiu miały lepiej... Albo chciałaś po prostu uciec od sytuacji, która wydawała ci się nie-do-wytrzymania i liczyłaś na to, że jak odskoczysz gdzieś dalej, sytuacja może zmieni się na lepsze... Tak było? A może miałaś jeszcze zupełnie inny powód, aby podjąć taką pracę? czytaj więcej »

O mnie

Henryka Janik
O mnie
Henryka Janik
Czyli jestem jedną z was - opiekunką, która zaczęła jeździć do Niemiec przeszło 7 lat temu. Miałam 27-podopiecznych. Tak jak wy - wyjechałam do pracy za Odrę, bo... kredyty, pętla finansowa, utrata pracy, operacja męża, a tu nie ma pieniędzy, trzeba skończyć rozpoczętą budowę domu, dzieci chcą studiować a ty chcesz, żeby w życiu miały lepiej... Albo chciałaś po prostu uciec od sytuacji, która wydawała ci się nie-do-wytrzymania i liczyłaś na to, że jak odskoczysz gdzieś dalej, sytuacja może zmieni się na lepsze... Tak było? A może miałaś jeszcze zupełnie inny powód, aby podjąć taką pracę? czytaj więcej »

Najpopularniejsze wpisy

Krótki donos o dziadostwie
Najpierw męska decyzja. Albo ja, albo one. Powiedz "Nie!" długom i pętli, w którą się zaplątałeś. Nie zwalaj winy na rząd, osoby postronne, dzieciństwo i temu podobne okoliczności łagodzące. więcej »
2018-10-01
Biała Maria szlocha w piwnicy
Kolekcje reklamówek, zapalniczek, długopisów, hotelowe mydełka, jednorazówki szamponów, próbki perfum – wszystko skrzętnie skrywane na wypadek… Na wypadek czego? Niespodziewanego kataklizmu? Kto w takim wypadku pomyśli o próbce perfum Jil Sander? więcej »
2018-08-30
Lepiej potopić
Nie potrafię powiedzieć po niemiecku. Opowiem pani po polsku co bym zrobił, gdybym wygrał milion euro. Z milionem euro w kieszeni nie zamierzał kupić pozłacanego porsche, jachtu, temu podobnych zabawek. więcej »
2017-09-04

Dodaj komentarz

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację polityki ciasteczek i polityki prywatności.

Kliknij i zadzwoń +48 12 341 15 15