Porady i informacje praktyczne

Praca w opiece i nauka niemieckiego na własną rękę

Podczas krótkiej rozmowy z panią Agnieszką z Proszowic – Opiekunką ATERIMA MED, dowiedzieliśmy się więcej o jej sposobach radzenia sobie z tęsknotą, skutecznych metodach nauki niemieckiego i aktywnym spędzaniu czasu z podopiecznym z demencją.

Pani Agnieszko, wiem, że udało się Pani bardzo dobrze opanować język niemiecki na własną rękę – przeszła Pani z poziomu podstawowego o trzy poziomy wyżej weryfikacji językowej.

Tak, zrobiłam duży postęp. A dzisiaj będę mieć kolejną weryfikację języka.

Uczyła się Pani sama?

Tak, sama uczyłam się podstaw, żeby móc po raz pierwszy wyjechać z firmą. Pierwszy wyjazd do Aachen mi pomógł, jeździłam do tej samej podopiecznej przez 2 lata i tam dużo się nauczyłam i przełamałam taką obawę przed mówieniem. Wcześniej zgłosiłam się też na zorganizowany stacjonarny kurs niemieckiego w Tarnowie, który trwał 3 miesiące – mieszkałam tam wtedy w internacie, bo do Tarnowa mam daleko. Skorzystałam z okazji i na kursie poznałam wiele podstawowych zwrotów i zasad gramatycznych, bo zaczynałam naukę od „guten Tag”.

Gratuluję, że udało się Pani dojść do takiego poziomu! A jak to się stało, że zaczęła Pani pracę w opiece?

Myślałam wcześniej o wyjeździe, ale poznałam kogoś i szukałam pracy raczej w Polsce. Później zapytałam mojego narzeczonego, czy nie ma nic przeciwko mojemu wyjazdowi do Niemiec. Chciałam zarobić, ale chciałam też nauczyć się niemieckiego, bo zawsze podobał mi się ten język.

No i się udało! :)

Tak, ale ja mam taki charakter, że czasem jestem wstydliwa. Przez to też początki w pracy były ciężkie – miałam lekkie zderzenie z rzeczywistością. Na początku mojego pierwszego pobytu w Niemczech miałam takie sytuacje, że siedziałam z rodziną przy stole i nie rozumiałam, co do mnie mówią. Bardzo mnie to denerwowało. Pamiętam, że pewnego razu po takim wieczorze przy stole poszłam do swojego pokoju i obiecałam sobie, że tak nie będzie, że ja nie rozumiem, co do mnie mówią. Moim celem było nauczenie się niemieckiego na takim poziomie, żeby swobodnie mówić i rozumieć podopiecznego i jego rodzinę. Codziennie uczyłam się sama 3 nowych słówek. Miałam dość dużo czasu po wykonaniu swoich obowiązków – zwykle po śniadaniu, godzinę przed obiadem i potem po kolacji.

Czyli w każdej wolnej chwili się Pani uczyła?

Tak, te pierwsze dwa lata tak. Teraz mam innego podopiecznego i nie mam już tyle czasu wolnego. Trochę się teraz zatrzymałam i mam wyrzuty sumienia. Mój aktualny podopieczny niewiele mówi, a wcześniejsza podopieczna lubiła rozmawiać i chciała, żeby jej dużo opowiadać. Senior, którym teraz się zajmuje choruje na demencję i niewiele mówi. Jego rodzina jest zapracowana i wpada zwykle na 5 minut, więc też nie ma okazji do dłuższej rozmowy.

A wracając do Pani początków z nauką języka – było ciężko?

Tak, przez pierwszy rok szczerze mówiąc mało co rozumiałam. Znałam podstawy, ale przy szybkim mówieniu i przy odmianie czasowników było mi bardzo ciężko zrozumieć całe zdanie. Z czasem było lepiej, ale kosztowało mnie to dużo czasu i nauki.

W opiece pracuje Pani od 3 lat. Czy ma Pani jakieś sprawdzone metody nauki języka dla osób, które dopiero rozpoczynają naukę?

U mnie bardzo sprawdza się po prostu pisanie, przepisywanie poszczególnych słówek. Jak uczyłam się nowego słowa, to zawsze je notowałam – wtedy szybciej je zapamiętywałam. Uczyłam się też przez skojarzenia. Na początku, jak człowiek zaczyna się uczyć, to nie wiadomo, czego się najpierw złapać, ale myślę, że dobrze jest notować – jestem wzrokowcem i mi to pomaga. Słuchanie też jest ważne, dlatego warto oglądać niemiecką telewizję i słuchać radia. Jak usłyszałam jakieś słówko, którego nie znałam, to zawsze je zapisywałam. Wracam też często do lekcji z Basią i korzystam z fiszek. W kursie z Basią fajne jest to, że są podane całe zdania. Nie chodzi mi tutaj o to, żeby uczyć się zdań na pamięć, ale dzięki temu można poznać budowę i cały szyk zdania. Ciężko mi jest stwierdzić, czy mówię bardzo dobrze, ale według rodziny podopiecznego zrobiłam postępy i łatwo mnie zrozumieć.

Jak wygląda Pani relacja z aktualnym podopiecznym i jego rodziną? Jest Pani zadowolona?

Tak, można to stwierdzić też po tym, że tam wracam już któryś raz. Myślę, że mój podopieczny jest zadowolony, widzę to w jego gestach i sposobie zwracania się do mnie. Senior, którym zajmuję się teraz jest inny niż moja poprzednia podopieczna. Jest cichy, spokojny, ma pierwszy stopień demencji. Nie wiem, czy choroba zmieniła trochę jego charakter, ale jest mało rozmowny. Z kolei poprzednia seniorka była bardzo gadatliwa i sama nawiązywała kontakt.

Czy ma Pani swoje ulubione momenty w pracy jako opiekunka? Co Pani lubi w tej pracy?

W mojej pracy lubię przede wszystkim takie poczucie, że wykonuję swoją pracę dobrze. Jeśli mam wolny czas to lubię się odstresować i na przykład pojechać na rower, mieć taki oddech przez 2 godziny. Najgorsza jest tęsknota za rodziną i domem, bo w końcu „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Zdarzają się też czasem takie dni – wydaje mi się, że to przez zmiany pogody – kiedy senior czuje się gorzej, jest niecierpliwy, markotny.

Jak sobie Pani radzi z tą tęsknotą za rodziną?

Głównie rozmawiam z bliskimi na Skype. Codziennie. Internet jest dla mnie bardzo ważny. Na pierwszy wyjeździe było mi dość ciężko, bo internet był dopiero zakładany – senior wcześniej go nie potrzebował. Musiałam wtedy czekać na podłączenie sieci parę dni, ale teraz mamy już stałe łącze. Mniej tęsknie, jak mam dużo pracy na miejscu. Najgorzej jest w niedzielę, kiedy mam świadomość, że moi bliscy są wtedy razem. Tydzień zwykle szybko mija, ale najwięcej zadań zostawiam sobie właśnie na niedzielę – prasowanie albo jakieś bardziej skomplikowane gotowanie. W tygodniu dużo się dzieje, mamy z podopiecznym sporo zajęć. Senior chodzi na basen dwa razy w tygodniu, często w czwartki wybiera się z inną seniorką do muzeum albo do teatru w Karlsruhe, no i regularnie wychodzimy na spacery. Chodziliśmy też w niedzielę do kina, ale chyba przez chorobę podopieczny nie ma cierpliwości do oglądania filmów.

Nie spodziewałam się, że ma Pani z podopiecznym aż tak napięty plan zajęć!

Tak, dodatkowo codziennie jeździmy do restauracji na obiad, bo rodzina podopiecznego ma własną knajpkę. Niedawno senior przestał czytać gazety – kiedyś codziennie przeglądał prasę, a teraz nie chce, nawet nie otworzy. Wygląda to trochę tak jakby stracił cierpliwość do czytania lub oglądania filmów. Bardzo lubi chodzić na spacery – przyzwyczaił się do nich, a wszyscy z rodziny mówią, że senior lepiej chodzi. Wcześniej był trochę pozostawiony samemu sobie przez to że rodzina mieszka daleko. Jak wybieramy się na spacer albo na zakupy do Karlsruhe, to wiele osób go zaczepia, rozmawia, pyta o samopoczucie. Biorę go często ze sobą na zakupy, bo na początku mojego pobytu widziałam, że czuje się samotny, trochę zapomniany – często dzwonił do córki albo do wnuczki, mimo tego, że nie miał nic konkretnego do powiedzenia. Ostatnio jego wnuczka powiedziała „Odkąd Ty jesteś, to dziadek do mnie nie dzwoni”, więc myślę że te wszystkie zajęcia i ruch trochę mu pomagają, czuje się potrzebny i nie szuka tak bardzo kontaktu z innymi, więc myślę, że ta moja praca przynosi efekty.

Dziękuję za rozmowę! :)